Start Wydarzenia Mistrzostwa Polski Full Contact Karate - Konin 2010
Mistrzostwa Polski Full Contact Karate - Konin 2010 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Webmaster   
Poniedziałek, 05 Kwiecień 2010 20:03

Błąd sędziego pozbawił Sebastiana Lewandowskiego szans na walkę o złoto...

 

W dniu 13 marca 2010 r, w Hali Sportowej w Kazimierzu Biskupim k/Konina odbyły się mistrzostwa polski OYAMA Polskiej Federacji Karate w konkurencji Full Contact, zorganizowane przez Koniński Klub Sztuk Walki. Na ringu, wśród wielu kibiców, w blasku reflektorów walczyło o najwyższe laury 58 zawodników z 18 klubów z całej Polski. 

Klub Oyama Karate Lublin reprezentowało trzech zawodników - wicemistrzowie Polski z ubiegłego roku: Sebastian Lewandowski i Przemysław Kędzierski oraz debiutant Janusz Niemczynowski.

 

Od samego początku sprawy przybrały nie najlepszy obrót. Przede wszystkim po raz pierwszy ważenie zawodników odbyło się w dniu zawodów. To zmusiło nas do podjęcia decyzji o przesunięciu wicemistrza polski z ub. roku - Przemysława Kędzierskiego - do wyższej kategorii wagowej t.j. -70 kg. Jasne było wszak, że utrzymywanie niższej wagi w dniu zawodów odbierze siły naszemu zawodnikowi.

 

Jako pierwszy walczył debiutujący w barwach KOKL w formule full contact - Janusz Niemczynowski (kat. -65 kg). Z początku walka była wyrównana. Niestety we znaki dało się w drugiej rundzie nie najlepsze przygotowanie kondycyjne i brak doświadczenia naszego zawodnika. W ciągu kilkudziesięciu sekund nieprzerwanego i - trzeba przyznać - nieprzemyślanego ataku, Janusz pozbawił się zupełnie sił i większość rundy "przestał" dając się punktować przeciwnikowi. Po zakończeniu walki werdykt zdawał się być oczywisty... To była ostatnia walka tego zawodnika na zawodach.

 

Drugą walkę toczył w najsilniej obsadzonej kategorii -70 kg Przemysław Kędzierski. W obu rundach dała się zauważyć jego przewaga techniczna - choć przeciwnik w pewnym momencie bliski był znalezienia "złotego środka" na naszego zawodnika. Na szczęście walka dobiegła końca z wciąż sporą przewagą Przemka i pomimo niedoleczonego nosa, który obficie krwawił po walce, werdykt był jednogłośny - 3:0 dla Przemka.

 

Niestety w walce o wejście do strefy medalowej nie dopisało już szczęście - mimo większej aktywności naszego zawodnika oraz wyraźnej przewagi technicznej.

Przemek skoncentrował się na biciu z dystansu ciosów prostych i większość z nich trafiła na wąską gardę sporo wyższego przeciwnika. Znaczna przewaga naszego zawodnika widoczna była w półdystansie. Kilka takich akcji przyniosło zamierzone efekty. Niestety w połowie pierwszej rundy przeciwnik znalazł na te ataki sposób ratując się "trzymaniem".  Sędzia nie reagował na nieprzepisowe zachowania nawet wówczas, gdy przeciwnik trzymał Przemka za głowę obiema wyprostowanymi rękami pozostawiając dużą dowolność w poczynaniach walczącym. W następstwie takich nieprzepisowych zachowań obraz walki nie był najlepszy dla naszego zawodnika, który dodatkowo obficie krwawił z felernego nosa. Werdykt nie był pomyślny i Przemek zakończył swój udział w zawodach w tym dniu.

 

Jedyną nadzieją na złoty medal wydawał się wówczas pięknie i widowiskowo walczący w eliminacyjnej walce Sebastian "Rekin" Lewandowski. Po zdecydowanym zwycięstwie (3:0) w walce w której przeciwnik liczony był po mocnym trafieniu kopnięciem obrotowym w głowę, "Rekin" zdawał się być niepokonany. Wrażenie to pogłębił upokarzając wręcz swojego przeciwnika w walce ćwierćfinałowej. Był dla niego nieuchwytny i wygrał bez większego wysiłku. 

W półfinale niestety pokonał Rekina pech... Starł się w nim z utytułowanym już zawodnikiem z Brzeszcz - Pawłem Anlaufem.  Od początku w pierwszej rundy przeciwnik "nie zbliżył się" nawet do czystego trafienia naszego zawodnika. Do czasu trafienia niskim kopnięciem w ... kolano. Sędzia zdawał się jednak nie zauważyć faulu. Niezwykle mobilny Sebastian na chwilę przystanął z bólu. Po chwili przeciwnik ponownie wyprowadził mocne kopnięcie w to samo kolano. W obawie o swoje zdrowie w obliczu zignorowania faulu przez sędziego ringu Lewandowski wzniósł rękę która oznaczała prośbę o przerwę "techniczną". Cała masa ludzi nie mogła wyjść z podziwu jak w tych okolicznościach sędzia  rozpoczął liczenie naszego zawodnika. Poziom frustracji sięgnął zenitu. Po liczeniu ataki Sebastiana zdawały się nie mieć końca. Zasypał Anlaufa gradem czystych ciosów prostych i sierpowych zarówno na głowę jak i na korpus. Zadał masę kopnięć w tym dwa na głowę a jedno obrotowe piętą w twarz. Głowa przeciwnika zdawała się jednak być z kamienia. Nawet czysty i mocny sierp na szczękę spowodował tylko chwilowy niewielki kryzys u zawodnika z Brzeszcz. Przewaga naszego reprezentanta przez całą walkę była przytłaczająca. Niestety tylko jeden z trzech sędziów oceniających walkę dostrzegł ewidentny błąd sędziego ringu i nie wziął po uwagę liczenia. Wynik 2:1 pozbawił Sebastiana szans na walkę o złoto. Po ogłoszeniu werdyktu dało się jedynie słyszeć pytania wśród niedowierzającej publiczności - "Przegrał? Jak to?"

 

Głęboko wierzymy w to że Sędzia Główny PFK nie dopuści więcej by żaden sędzia nie pozbawiali swoimi decyzjami w ringu szans na zwycięstwo lepszego zawodnika. W innym wypadku rywalizacja straci sens...

 

 

 

 

 

Zmieniony: Wtorek, 07 Grudzień 2010 12:07