Start Wydarzenia Sukces na DAGEKI Mistrzostwach Świata 2012
Sukces na DAGEKI Mistrzostwach Świata 2012 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Webmaster   
Niedziela, 10 Czerwiec 2012 00:00

SZCZYT FORMY PRZYSZEDŁ NA „MONTREAL”

Złoto i brąz Anny Majczak na DAGEKI Mistrzostwach Świata w Kontaktowym Karate w Montrealu.

 


 

Pechowy, jakby się mogło wydawać, sezon zawodniczki Klubu Oyama Karate Lublin, rozpoczął się od złamania kości śródstopia na tydzień przed turniejem kwalifikacyjnym na Mistrzostwa Świata - Pucharem Polski Oyama TOP. Po naprawdę ciężkich przygotowaniach nastąpiła niespodziewana przerwa w treningach Ani. Przyniosło to niekontrolowany spadek formy i emocjonalną huśtawkę – szansa na wyjazd po obronę tytułu przeszła koło nosa – mówi trener.
Pierwsza decyzja po wyleczeniu stopy – szykujemy się do Mistrzostw Polski w Kata oraz szukamy sponsora i szykujemy się na MŚ w knockdown. Napisana została także oferta do Urzędu Miasta z nieśmiałym wnioskiem o dofinansowanie wyjazdu naszej mistrzyni w ramach realizacji programu szkolenia sportowego seniorów.
Pech niestety podążał za Anną w tym roku. Podczas przygotowań doszło do kolejnej kontuzji – naderwania wiązań mięśni do kości miednicy. Przygotowania były jednak już zakończone a zawodniczka zgłoszona do zawodów lecz… Okazało się że kategoria mistrzyń nie zostanie rozegrana bo nikt nie zgłosił się do rywalizacji z aktualną Mistrzynią Świata… Padła propozycja od sędziego głównego związku – przygotuj inne kata do kategorii seniorek. Frustracja sięgnęła jednak zenitu gdy szefowie ośrodków nie zgodzili się na dołączenie Anny do tej kategorii!
Był marzec i marzenia o zdobyciu po raz kolejny tytułu najlepszej zawodniczki Oyama Karate legły w gruzach. Załamana obrotem sytuacji zawodniczka postanowiła wycofać się także z konkurowania w Kobudo.
Czas mijał a przygotowania do MŚ w knockdown i kata trwały. Na sześć tygodni przed planowanym wyjazdem wszystko jednak wskazywało że do niego nie dojdzie. Sponsorzy nie dali odpowiedzi, konkurs w Urzędzie Miasta jeszcze nie był rozstrzygnięty. „Żeby choć na jedne zawody pojechać i nie zmarnować całego sezonu” mówiła Anna.
Kolejna decyzja jaka zapadła wydawała się karkołomna. Zmieniamy założenia cyklu do MŚ i szykujemy się do Mistrzostw Polski. W połowie przygotowań do dużego turnieju pozmienialiśmy plan treningowy tak aby przynajmniej częściowo „zrobić” wszystkie potrzebne cechy motoryczne do walki w knockdown. Niestety zawodniczka nie posłuchała się po raz pierwszy trenera – mówi z ironią  mąż i trener Anny – Marcin Majczak.  Zwiększyła sobie ilość treningów zapominając o daniu sobie czasu na superkonpensację (regenerację). „Czułam, że jest za mało czasu i za mało zrobię aby czuć się przygotowaną psychicznie do walki” – tłumaczyła po fakcie. Nastąpiło przetrenowanie. Dwa tygodnie przed Mistrzostwami Polski trzeba było zmienić raz jeszcze wszystkie założenia tak aby wyprowadzić zawodniczkę z przetrenowania przez zawodami.
Dzień przed wyjazdem na Mistrzostwa Polski dostaliśmy informację – są pieniądze z Urzędu Miasta na wyjazd do Montrealu! Co robić? Startować? Ryzykować kontuzję przed tak wielkim turniejem? „Jak już mnie zgłosiliśmy to wypada wystartować” – mówiła Anna. To był niestety błąd. W Polsce najniższa kategoria wagowa dla kobiet to 60 kg. Ania trafiła w półfinale na niemal 5 kilo cięższą zawodniczkę z Rzeszowa. Szokiem dla wszystkich był werdykt po wszystkich możliwych dogrywkach. Nie jednogłośnie zwyciężyła przeciwniczka… „Nie wiem czego się spodziewali, że jak Mistrzyni Świata to znokautuje tego wielkiego kloca? Nie wystarczyło że biła mocniej i częściej trafiała do celu prze dwie rundy? Przed ostateczną dogrywką kazałem jej trochę rzadziej atakować, pokazać że ciosy przeciwniczki nie robią na niej wrażenia a przez ostatnie 20 sekund przydusić i zdobyć przewagę. Tak też zrobiła. Niestety pokutuje wśród sędziów z Polski że jeżeli nie „przepchasz” zawodniczki za matę to jest równowaga… Przy takiej różnicy mas to jest niewykonalne. Na nic częstsze i mocniejsze ataki przez pierwsze dwie rundy, na nic czyste trafienie kopnięciem obrotowym w głowę, na nic przewaga w końcówce ostatniej dogrywki. Sędziowie zawsze zagłosują na cięższą bo idzie do przodu… Satysfakcję dało tylko to, że zawodniczka z Rzeszowa była tak porozbijana że nie miała szans w finałowym starciu z utytułowaną zawodniczką z Sosnowca i na drugi dzień zawodów nie pojawiła się w ogóle na hali a Ania miała jedynie małego siniaczka na lewym ramieniu i mocno poobijane pięści od bicia w dozwolone w Polsce zabudowujące dwie trzecie tułowia twarde ochraniacze biustu” To właśnie siniaki na pięściach były powodem decyzji o wycofaniu Lublinianki z walki o brąz. Ważniejszy cel pojawił się dzień wcześniej na horyzoncie. Upragniony wyjazd na Mistrzostwa Świata.
Zaczęliśmy realizować nowy plan treningowy – uzupełniający przerwane przed MP przygotowania. Zaczęły się także gorączkowe przygotowania do wyjazdu. Okazało się że dolar zdrożał, bilety na przelot kupowane tak późno są niemal dwukrotnie droższe. Wtedy przyszedł z propozycją pomocy finansowej prezes Euro – Projekt Sp. Z o.o. Pan Roman Rogalski. To dzięki niemu wyjazd ostatecznie mógł dojść do skutku – mówi Majczak.


W Kanadzie nie było łatwo. W tym roku w DAGEKI Mistrzostwach Świata wzięli udział reprezentanci 14 krajów w tym głównie z Kanady i USA. To zawody silnie obsadzone przez dobrze dysponowanych zawodników Kyokushin IKO-1, Kyokushin-kan, Shinkyokushin, Kyokushin IFK oraz All Japan Kyokushin Union. Utrudnieniem mógł się wydawać także fakt, że zespół sędziowski składał się wyłącznie z przedstawicieli ww. federacji.
W godzinach przedpołudniowych rozegrano zawody w konkurencji Kata. Nasza zawodniczka nie mogła niestety bronić tytułu w kobudo bowiem współzawodnictwo w tej konkurencji nie zostało przeprowadzone w tym roku.


         

Był to niezwykle dramatyczny konkurs. Lublinianka zaryzykowała w eliminacjach demonstrację niżej punktowanego kata Seienchin. Jak się okazało sędziowie kyokushin mają nieco inne kryteria oceny niż w Oyama Karate i w konsekwencji, w drodze do ścisłego finału, Ania musiała walczyć z dwoma innymi rywalkami o ostatnie premiowane szóste miejsce. W bezpośredniej rozgrywce o medale dogrywka także miała miejsce, lecz bardzo dobre wykonanie kata Kanku Dai dało jej dużą przewagę punktów i ostatecznie złoty medal. Udało się zatem obronić tytuł Mistrzyni Świata z 2010 roku!
Wieczorem tego samego dnia rozegrano eliminację w konkurencji knockdown. Jak się okazało Lublinianka jako obrończyni tytułu dostała wolny los i pierwszą walkę miała odbyć dopiero wieczorem.
Patrząc z boku można było zauważyć że w reprezentacji Polski czuć było napięcie – mówi Marcin Majczak.  Przed samymi finałami okazało się bowiem że większość komitetu organizacyjnego stanowiły kluby z Kyokushin które wyłączyły możliwość zahaczania głowy przeciwnika przy kopnięciu kolanem. Obawy były także przed werdyktami składów sędziowskich. I słuszne jak się okazało. Najbardziej dało się to odczuć w walce Ani. Przez cały regulaminowy czas okładała cofającą się przeciwniczkę z Kanady która była w stanie w trakcie trzech minut uzyskać przewagę może przez pięć sekund, wyraźnie ulegając naporowi naszej zawodniczki przez pozostałą część czasu. Werdykt był jednak zaskakujący – 2 sędziów na remis, jeden za zwycięstwem lublinianki a jeden kanadyjki! Już po tym werdykcie wiedziałem że bez spowodowania niezdolności do dalszej walki pomimo przewagi siły i celności uderzeń oraz przyjęciu na blok większości ataków rywalki werdykt może okazać się niekorzystny. W dogrywce widać było wyraźną przewagę Ani, która z sekundy na sekundę biła więcej i mocniej przejmując niemal całkowicie inicjatywę pod koniec pojedynku. Obawy znowu okazały się słuszne. Kanadyjka była skazana na zwycięstwo – wygrała przez wskazanie sędziów.

    


Walka o brązowy medal miała jednak już inny obraz. Ania postawiła wszystko na jedną kartę. „Albo ją ubiję w pierwszej rundzie albo będzie to samo co w półfinale” – mówiła z nutką rezygnacji. Jak powiedziała tak też zrobiła. Werdykt musiał być korzystny. Przeciwniczka przestała atakować i skupiła się tylko na dotrwaniu do końca w jednym kawałku – śmieje się trener.

    

Po zaciętych i stojących na bardzo wysokim poziomie pojedynkach, srebrne medale zdobyli dwaj inni reprezentanci Polski - Roman Misiaszek i Dominik Rzepka – obaj z Krakowa.

 


Chcieliśmy złożyć serdeczne podziękowania sponsorom wyjazdu - Urzędowi Miasta Lublin oraz firmie Euro-Projekt Sp. z o.o. z prezesem Romanem Rogalskim na czele.  Bez ich pomocy Ania nie dostałaby szansy na obronę któregokolwiek tytułu z trzech zdobytych w 2010 roku.

 

Zmieniony: Poniedziałek, 20 Maj 2013 12:39